Brak porozumienia młodych lekarzy z Ministerstwem Zdrowia jest główną przyczyną masowych wypowiedzeń umów opt-out, czyli aneksów do umów, które pozwalają na pracę powyżej ustawowych 48 godzin w tygodniu. Z tego przywileju dotychczas chętnie korzystały dyrekcje szpitali, które w ten sposób mogły poradzić sobie z deficytem kadrowym. W praktyce oznaczało to nielimitowany czas pracy.

Młodzi lekarze domagają się szybkiego zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do 6,8 proc. PKB, likwidacji kolejek, rozwiązania problemu braków kadrowych, godnych warunków pracy i płacy. Podkreślają, że są przepracowani i zmuszani do taśmowego „obsługiwania” pacjentów, a system łata swe dziury, wykorzystując ich wysiłek i zaangażowanie.

Szpital bez kadry nie będzie leczył

Masowe wypowiadanie klauzul opt-out oznacza, że od stycznia, gdy wypowiedzenie wejdzie w życie, będzie można się spodziewać znacznego wydłużenia kolejek w szpitalach i przychodniach. To jednak dla dyrekcji nie jest największym zmartwieniem. Z powodu dużej liczby pism, i to nie tylko od rezydentów, ale również lekarzy z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, niektórym placówkom na Opolszczyźnie może grozić zamknięcie. Przykładowo na oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej Szpitala Wojewódzkiego w Opolu wszyscy zatrudnieni tam lekarze specjaliści w ostatnich dniach złożyli wypowiedzenia. I wciąż dołączają do nich kolejni solidaryzujący się koledzy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej