8 marca ubiegłego roku na ulicy Krakowskiej odbyły się dwie manifestacje. W pierwszej wzięło udział pięćset opolanek, które protestowały przeciwko działaniom rządu PiS w sprawie ograniczenia dostępu do środków antykoncepcyjnych i zaostrzenia procedury wykonywania aborcji.

Z kolei w drugiej manifestacji uczestniczyło ośmiu działaczy Fundacji Pro – Prawo do Życia. Rozwiesili dwa duże transparenty przedstawiające zabieg aborcji, a przez megafon puszczali modlitwy, kościelne pieśni oraz odmawiali różaniec.

Spięcie dwóch manifestacji

Gdy kolejne uczestniczki strajku były zagłuszane przez głośno grające głośniki kontrmanifestujących, mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla wziął w rękę megafon i przez kilka minut emitował z niego wycie syreny. Zapanował harmider i żadna ze stron nie była w stanie prowadzić swojego happeningu.

– To była jawna prowokacja, gdy Wszechpolacy ubrani w emblematy Obozu Narodowo-Radykalnego zaczęli nazywać nas mordercami. Nie mogłem na to pozwolić, więc wyciągnąłem megafon i zagłuszyłem ludzi, którzy z pełną premedytacją chcą ograniczać wolność wszystkim Polkom – tłumaczy Andrzej Labacha.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej