Piotr Zapotoczny: Niedzielny Food Market „Śniadanie na trawie” – tak nazywał się twój wniosek do budżetu obywatelskiego, który będzie zrealizowany w przyszłym roku. Mimo braku promocji zyskał sympatię mieszkańców, pokonując inne pomysły pikników, turniejów czy warsztatów tanecznych. Dlaczego?

Roman Szczepanek*: Cieszę się, że ten projekt znalazł uznanie opolan. To pokazuje, że mieszkańcy miasta są otwarci na nowe formy spędzania wolnego czasu, chcą iść z duchem czasu, ponieważ jako społeczeństwo – wydaje mi się – jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, co jemy, czym podróżujemy, kogo słuchamy i dlaczego ekologia jest tak istotna w dzisiejszym świecie. Moim zdaniem powodzenie tego projektu w głosowaniu dowodzi również tego, że nie wszyscy opolanie przez biesiadowanie rozumieją picie piwa, jedzenie fast-foodów i oglądanie występów disco-polo. Że można inaczej. Food market ma łączyć przyjemne z pożytecznym, promować lokalnych producentów żywności i zdrowe odżywianie, integrować ze sobą mieszkańców Opola i uwrażliwiać ich na sztukę, bo w założeniu towarzyszyć mają mu wydarzenia kulturalne. Chciałbym, żeby była to świetna alternatywa na spędzenie niedzielnego ranka i południa zarówno w gronie najbliższej rodziny, jak i rzadko widywanych znajomych, z dala od zgiełku galerii handlowych i betonowych placów. Stąd pomysł na umiejscowienie food marketu w zielonej przestrzeni i rozszerzenie jego formuły o możliwość, nazwijmy to, „konsumpcji w plenerze”. Dobre śniadanie w takich okolicznościach przyrody brzmi wspaniale nawet na papierze. Mam nadzieję, że osoby uczestniczące w wydarzeniu, oprócz lokalnych produktów, znajdą też ciekawą, niszową muzykę, będą mogły wymienić się książkami czy kupić płyty winylowe. Warto sięgnąć w tej kwestii po sprawdzone rozwiązania. Nie ukrywam, że inspiracją do przygotowania takiego projektu stał się dla mnie Szczeciński Bazar Smakoszy – OFF Marina, w którym miałem okazję uczestniczyć wiosną. Wcześniej nigdy nie pomyślałbym, że paprykarz szczeciński – kultowy produkt tamtego regionu, nie zawsze dobrze się kojarzący – w wydaniu domowym, sprzedawany w szklanym słoiku, a nie metalowej puszce, może być towarem z najwyższej półki. Jestem przekonany, że my również mamy się czym chwalić i opolskie specjały w krótkim czasie stworzą markę Niedzielnego Food Marketu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej