Anna Pawlak: Na grudniowym posiedzeniu senatu politechniki, przed uczelnianą wigilią, rektor wytknął panu, że współpracował pan z bezpieką. Stwierdził m.in., że nie dopuści do tego, żeby ludzie z taką przeszłością reprezentowali środowisko akademickie

Dr Jerzy Szteliga: Na początku myślałem, że źle usłyszałem, ale zauważyłem, że opiera się na notatkach, był przygotowany. Prof. Tukiendorf to był mój uczeń, w 1997 roku, gdy ten „synek” robił doktorat, ludzie gratulowali mi odwagi, byłem pierwszą osobą, która dokonała samolustracji, osiem godzin po wejściu ustawy w życie.

Do teraz nie ma protokołu z tego posiedzenia senatu, ciekaw jestem, jak to zachowanie zostanie zaprotokołowane. To nawet nie chodzi o atak na Szteligę. To świadczy o maluczkości rektora, o tym, że nie dorósł do funkcji.

Jak ocenia pan to, co dzieje się na Politechnice Opolskiej?

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej