Czochara w Moszczance hoduje jelenie europejskie, a w Prudniku uczyła niemieckiego. Jest germanistką.

– Jest od nas, to jedyny polityk stąd, który ma jeszcze coś do powiedzenia i jakieś przełożenie na zmiany. PiS czy nie PiS, w Brukseli to chyba nie ma aż takiego znaczenia. Myślę, że ludzie stąd będą na nią głosować, bo wszędzie ją widać i słychać – mówi pani Anna, patrząc na plakaty Czochary przyczepione do szeregu latarni na głównej ulicy. Innego polityka nie ma.

Czochara kandyduje do europarlamentu po raz drugi. W 2014 r. nikt jej nie znał, a i tak zdobyła prawie 3,3 tys. głosów, czyli więcej niż Patryk Jaki, który wówczas był rzecznikiem Solidarnej Polski. Na listę trafiła trochę przypadkiem, bo PiS potrzebował pokazać kogoś, kto mówił jakimś językiem obcym. A że Czochara zrobiła niezły wynik, ówczesny lider PiS postanowił zrobić z niej pełnomocnika struktur prudnickich. Działacze PiS-u mieli mu za złe, że „przywozi lidera w teczce”. Nie pomogły argumenty, że Czochara jest stamtąd. Od tamtej pory zmieniło się wiele, bo Katarzynę Czocharę znają wszyscy, a ona sama jeszcze niedawno sama zajmowała stanowisko, które w partii wcześniej miał Kłosowski. Zdaniem życzliwych jej mieszkańców została zdetronizowana, bo okazała się za silna. Zdaniem niechętnych – bo jest kłótliwa. Siódme miejsce na liście do europarlamentu ma być na pocieszenie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej