Kiedy na północy województwa opolskiego pojawiły się firmy chcące inwestować w farmy wiatrowe, przeciwnicy ostrzegali mieszkańców przed zaburzeniami snu, atakami padaczki, niesłyszalnym hałasem, bólami głowy, depresjami, szumami w uszach, pogorszeniem widzenia, a także niedziałającymi radiem, telewizją i telefonami komórkowymi.

Z miejscowości, gdzie wiatraki staną, mieli uciec turyści i miała się tam załamać hodowla bydła. W Kuniowie pod Kluczborkiem powstały wtedy dwa wiatraki, pierwsze w gminie. – Jest pani trzecią osobą, która mnie pyta o te wiatraki. Jak ktoś obcy przychodzi na podwórko, to można się spodziewać, że o to chodzi – mówi pani Barbara. Wiek wiatraków szacuje podług wieku swojej córki, bo są niemal równolatkami. Widzi je z okien, bo sąsiadują z jej podwórkiem, ale wiele na ich temat powiedzieć nie może. – Ludzie różne rzeczy mówili, ale jak dla mnie te wiatraki nie mają wpływu na nic, nie odczuwam żadnych zmian z nimi związanych, tyle że są, i już – mówi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej