Pewnie wielu widzów pamiętających czerstwy benefis Jana Pietrzaka zastanawiało się, jak TVP podejdzie do koncertu 30-lecia. W końcu telewizją rządzi ekipa, której nieobca jest teza, że wolność to owszem i przyszła, ale dopiero z PiS-em. A w ogóle to spisek i zdrada. Na wszelki wypadek scenarzyści postanowili omijać trudne tematy szerokim łukiem i nie siląc się na koncert utworów o wolności, TVP zaproponowała koncert piosenek różnych, z których większość powstała po prostu w ostatnim 30-leciu. Założenie było takie, że ma być lekko, łatwo i przyjemnie. I było. Koncert na 30-lecie był chyba pierwszym, na którym publiczność rzeczywiście świetnie się bawiła. Było trochę starych hitów, wielu artystów młodego pokolenia i dużo sentymentu.

Opole 2019. Komedie, wspominki i anegdotki

Słowo wolność było odmieniane przez różne przypadki, choć chyba nikt nie miał wątpliwości, że 30-lecie to tylko formalny pretekst tego koncertu. Na dobrą sprawę z tą samą oprawą, zapowiedziami i konferansjerką można by wymienić wielu artystów na innych i nikt nie zauważyłby żadnego zgrzytu. Po prostu różni muzycy wyszli na scenę i zagrali różne kawałki. TVP, która zupełnie słusznie czerpie z festiwalowych archiwów, tym razem zapowiadając artystów, postawiła na kultowe polskie komedie, obyczajowe wspominki i transformacyjne anegdotki. Sam koncert zdecydowanie mógł się podobać, wielu może go nawet uznać za najbardziej udany na całym festiwalu. Inna sprawa to lekkie opary absurdu, jeśli wziąć pod uwagę, że to koncert na 30-lecie wolności odbywający się w maksymalnie upolitycznionej telewizji. Czy ktoś słysząc tytuł koncertu „Nie pytaj o Polskę”, wymyśliłby lepszy zestaw piosenek niż „Jedzie pociąg z daleka” Ryszarda Rynkowskiego, „Zakręconą” Reni Jusis, „W dzień gorącego lata” Big Day i „W stronę słońca” Eweliny Lisowskiej?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej