Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sonia Mrzygłocka-Pyć

Coraz więcej firm oferuje pracownikom benefity. Ale nie tylko karty Multisport. Są spotkania towarzyskie, wyjazdy, ciekawe szkolenia. Pracownicy z kolei coraz częściej szukają oddechu od ciągłej, męczącej pracy. O tym, jakie są zmiany na rynku opowiedział „Wyborczej” Michał Hamera – trener, doradca strategiczno-marketingowy, mentor, który pomaga budować relacje firmom i osobom z którymi pracuje.

ROZMOWA Z MICHAŁEM HAMERĄ

SONIA MRZYGŁOCKA-PYĆ:

Jak pracować na etacie, ale też nie zatracić siebie?

MICHAŁ HAMERA: To wszystko zależy dość mocno od naszego nastawienia. Spotykam się z różnymi osobami i zauważam dwa typy zachowań: ludzi, którzy potrafią sobie wszystko ułożyć i połączyć: to, że mają etat lub firmę, rodzinę, dzieci i do tego realizują swoje pasje, wyjeżdżają, ćwiczą, bywają na różnego rodzaju wydarzeniach. Są też osoby, u których kompletnie leży organizacja czasu własnego i zarządzania nim. To są ludzie, którzy są wiecznie spóźnieni, ciągle się nie wyrabiają.

Jak w takim razie zmienić swoje nastawienie i przyzwyczajenia?

– Przede wszystkim trzeba chcieć się zmienić, dostrzec u siebie elementy, które utrudniają nam funkcjonowanie. Ludzie, którzy mają problem z organizacją czasu, często uważają, że wszystko jest przeciwko nim. Drugim elementem jest konsekwentna praca nad wspomnianą zmianą. Często jest tak, że w okresie nowego roku stawiamy sobie postanowienia. Jednak po trzech, czterech dniach u większości z nas ten zapał się kończy. Następnie 21 stycznia przychodzi blue monday i wracamy do punktu wyjścia. Żeby coś nam weszło w nawyk, żeby dostrzec faktyczną zmianę, potrzebujemy konsekwentnych 21 dni pracy. Dotyczy to także małych rzeczy, jak np. wcześniejsze wstawanie, czytanie pięciu stron książki każdego dnia. Jeśli wytrzymamy, stanie się to naszym nawykiem.

A co zrobić, żeby zbalansować czas wolny z pracą?

– Wielu moich klientów i znajomych uważa, że praca to ich całe życie. Dla nich życie zawodowe nie kończy się o godz. 17. Po powrocie do domu piszą jeszcze maile, raporty, przygotowują zestawienia. Musimy sobie umieć w którymś momencie postawić granicę, powiedzieć STOP, bo czas pomyśleć o sobie. Ja sam dużo pracuję, ale walczę z tym. Po godz. 20 nie używam komputera do pracy, a firmowa skrzynka pocztowa jest wyłączona. To czas dla rodziny i dla mnie samego. Potrzebujemy chociaż dwóch–trzech godzin dziennie dla siebie, żeby nie zwariować. Często jest tak, że sami zakładamy, że nie mamy na nic czasu. Ale to są tylko ograniczenia, które sami sobie narzucamy.

Czyli od czego dokładnie zależy ten balans?

– Od nastawienia, lepszej organizacji naszego życia. Patrzę np. na mojego brata, który jest lekarzem. Tomek pracuje około 10 godzin dziennie, ale mimo wszystko ma czas na to, żeby pojechać na golfa, z córką na tenis, a z psem na spacer. Przy takim trybie pracy wydawałoby się to niemożliwe, a jednak ma wszystko świetnie zorganizowane. Kolejny klucz do sukcesu to trzymanie się swojego planu. Jeśli już coś postanowimy, to zastanówmy się, jak się tego trzymać i realizować. Świetnie też znaleźć coś, co nas interesuje, co da nam satysfakcję. Znajdźmy sobie też jakąś pasję, odskocznię związaną z naszymi zainteresowaniami. Taniec, sklejanie modeli czy zaparzanie kawy na 36 sposobów; nawet jeśli będzie to abstrakcyjne – niech to będzie coś naszego.

Ale tu nie tylko chodzi o balans, ale też o higienę psychiczną.

– Zgadzam się! Trzeba mieć jakąś odskocznię, bo w dzisiejszych czasach cały czas gdzieś pędzimy. W Szczecinie jeszcze tego tak bardzo nie widać jak np. w Warszawie, ale to zaraz też do nas dotrze. Jeśli nie znajdziemy tego luzu, to zwariujemy. Każdy musi mieć moment, żeby się zrelaksować. Ja wczoraj o 21.30 grałem w piłkę.

Czy zauważa pan potrzebę odpoczynku od pracy?

– Jak najbardziej – obecnie mamy tak dużo obowiązków, „Asapów”, planów, pożarów i innych bodźców, że ten odpoczynek jest nam bardzo potrzebny. Nieprzypadkowo w Japonii robią furorę kapsuły do spania, a Warszawie Kei-Van Offline – furgonetka mająca zapewnić zestresowanym osobom chwile odpoczynku i wyciszenia. Używając terminologii komputerowej – jesteśmy jak komputery; czasami potrzebujemy resetu – bo jeśli go nie będzie to procesor zwyczajnie się przegrzeje i dojdzie do formatowania.

Do dobrego samopoczucia jest też potrzebna dobra atmosfera w pracy. W jaki sposób pracodawca może budować dobrą relację z pracownikiem?

– Jeszcze kilka lat temu atmosfera nie była najważniejszym elementem wchodzącym w skład tzw. Empolyer Brandingu; ba, wtedy w zasadzie pojęcie EB nie funkcjonowało wcale. Obecnie firmy i ich działy HR prześcigają się w pomysłach, dzięki którym są w stanie wytworzyć dobrą atmosferę w pracy. Szefowie są bardziej otwarci na zmiany, mocno inwestują w rozwój swoich kadr, i co ważne, słuchają swoich pracowników oraz ich pomysłów. Efekt jest taki, że pracownik czuje się rzeczywiście członkiem zespołu i ma realny wpływ na firmę, w której jest zatrudniony.

Czy to się wiąże w jakiś sposób z tym, że mamy teraz rynek pracownika?

– W pewnym sensie tak. Firmom jednak zależy na tym, aby wiązać się z pracownikami. Proces pozyskania, rekrutacji, wdrożenia nowej osoby do pracy jest czasochłonny i często kosztowny.

A jak pracownik powinien budować dobrą relację z zespołem z którym pracuje i z pracodawcą?

– Przede wszystkim powinien być fair w stosunku do zespołu i swojego szefa. Nie powinien udawać i przyjmować postaw, które tylko fajnie wyglądają. Powinien działać na rzecz dobra firmy i być szczery. Coś ci się nie podoba? Powiedz o tym. Odchodzisz? Uprzedź wcześniej, aby firma mogła poradzić sobie z zastąpieniem ciebie. Nie pal za sobą mostów.

A czy na jakichś konkretnych przykładach mógłby pan powiedzieć, jak się kształtują te dobre relacje w firmach?

– W zeszłym roku organizowałem konferencję HR i miałem przyjemność poznać m.in. prezesa Home.pl, dyrektora firmy Coloplast czy też HR managerów takich firm, jak Allegro, Amazon czy PZU. Wszystkie te firmy mocno zainwestowały w swoich pracowników od banalnych wydawałoby się pomysłów, jak xbox, własna kawiarnia czy mleko bez laktozy po specjalne szkolenia, kursy aż po międzynarodowe programy rozwojowe. Wszystkie te elementy nie pojawiły się przypadkowo – to efekt rozmów z pracownikami.

Z jednej strony budowanie relacji, ale czy te wszystkie udogodnienia nie są wprowadzane po to, żeby zatrzymać pracownika jak najdłużej, przywiązać do swojej firmy?

– Na pewno też. Takie elementy sprawiają, że pracownicy chcą pracować w danej firmie. Wszelkie udogodnienia i benefity sprawiają, że pracownik o wiele więcej czasu spędza w firmie. Czuje się tam trochę jak w domu. W biurze naprzeciwko mnie (międzynarodowa korporacja) pracownicy chodzą w kapciach i w dresach. Nie ma dresscodu, jest totalny luz, właśnie po to, żeby człowiek czuł się tam jak najlepiej.

No i tu wracamy do początku. Takie udogodnienia chyba sprawiają, że nasz wolny czas spędzamy w pracy, zamiast w domu czy z przyjaciółmi.

– Czyli na nowo musimy nauczyć się żyć. Jako ciekawostkę podam, że w Warszawie absolutnym hitem są szkolenia dla menedżerów, podczas których mówi im się, że istnieje życie poza firmą. Co więcej, gabinety psychiatrów pękają w szwach. Wydaje się to zaskakujące, niemniej bardzo dużo osób się zatraciło w pędzie za pieniądzem, za tym, że chcą cały czas osiągać sukcesy. Jeśli nie zwolnimy i nie zadbamy o work life balance, to czeka nas taki sam efekt.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.