Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Trudno policzyć który to nasz protest, ale one się nie skończą nawet po 1 stycznia 2017 roku, będą kolejne. I tak aż do rozstrzygnięcia naszej sprawy pozytywnie - deklaruje Janusz Piontkowski, organizujący tę manifestację sołtys miejscowości Kup.

Obyło się bez ekscesów

Manifestujący nie kryją, że dopóki trwają rozmowy na temat poszerzenia granic miasta, sprawą zajmuje się między innymi Rzecznik Praw Obywatelskich, sprawa toczy się w Trybunale Konstytucyjnym to jest nadzieja i wciąż będą walczyć. - Pani premier Beata Szydło nie powiedziała, że decyzja jest ostateczna. Nie powiedziała decydującego słowa, dopóki jest nadzieja to nie poddamy się - mówiła jedna z mieszkanek gminy Dobrzeń Wielki.

Blokada polegająca na przechodzeniu przez przejście dla pieszych w kilkuminutowych odstępach została zgłoszona policji i rozpoczęła się o godz. 15.30, zakończyła się prawie dwie godziny później. Skandowano choćby "Wojewoda do dymisji", a kierowcy cierpliwie czekali na swoją kolei. Byli i tacy co wspierali protestujących, przyznając im rację. - Naliczyliśmy około 100 osób. Wszystko przebiegało w miarę sprawnie. Obyło się bez żadnych większych ekscesów i utrudnień na drodze - mówi Hubert Adamek z komendy wojewódzkiej policji w Opolu.

- My nie chcemy nikomu dokuczyć, nie mamy jednak innej możliwości pokazania się. Ze swojej strony możemy przeprosić, ale mało kto nas słucha, a nam zależy na tym, by te nasze gminy pozostałe takie jakie są - podkreśla Piontkowski, zapowiadając kolejną manifestację, która odbędzie się 5 grudnia w Czarnowąsach przy zjeździe do elektrowni.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.