Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do Namysłowa były prezydent RP przyjechał w ramach cyklu „Porozmawiajmy o Polsce”, w czasie którego spotykał się już z mieszkańcami kilkunastu polskich miast. Był także w Opolu i Kędzierzynie-Koźlu.

Wałęsa: Materiały Kiszczaka nic nie warte

Swoją wizytę w Namysłowie Lech Wałęsa rozpoczął od spotkania m.in. z lokalnymi samorządowcami, dziennikarzami, historykami czy prawnikami. To było zamknięte spotkanie.

– Od miesięcy jeżdżę po całej Polsce, spotykam się z wielkimi grupami ludzi, rozmawiamy o kraju. Ale brakuje mi też spotkań w takim wąskim gronie, gdzie nie tylko mogę się dzielić swoimi spostrzeżeniami, ale też poradzić, posłuchać opinii innych – przyznawał Lech Wałęsa. – To właściwie pierwsze takie spotkanie – dodawał.

Zaczęło się od wątku „Bolka”. Proszono prezydenta, by wyjaśnił, jaką wartość mają materiały znalezione w mieszkaniu wdowy po gen. Kiszczaku.

– Gdyby te materiały miały jakąś wartość, gen. Kiszczak dawno by je wykorzystał. Nie upubliczniał ich, bo wiedział, że są nic nie warte. Jaki był ze mnie agent, skoro uniemożliwiłem Kiszczakowi przejęcie funkcji premiera, a Jaruzelskiego odciąłem od władzy? – przekonywał Lech Wałęsa.

Odesłał też do swojego oficjalnego profilu na FB, gdzie – jak zapewniał – wszystkie te materiały zostały przeanalizowane i ocenione.

„Mój podpis? To fałszywka”

Prezydent przyznał, że otrzymał kopię dokumentów znalezionych w mieszkaniu Kiszczaka, ale jest ich tak wiele, że nawet nie był w stanie tego przejrzeć.

– Jeżeli są tam jakieś autentyczne fakty, to jedynie spisane z podsłuchów, a byłem podsłuchiwany od lat 70. Ale są tam też informacje o ludziach, których nawet nie znałem – zdradzał były prezydent.

– A co z identyfikacją mojego podpisu? Już dawno powinna być opinia. Ale nie znajdą grafologa, który taką opinię wyda, bo to fałszywki. A jeżeli już taki grafolog się znajdzie, to zwrócę się do środowisk międzynarodowych o rzetelną ocenę tego podpisu – zapowiedział Wałęsa.

Rozmawiano też o tym, że Donald Tusk po powrocie do kraju powinien się ponownie zaangażować w politykę, oraz o tym, że Kościół nie powinien się do tej polityki angażować, bo dzieli Polaków.

Wałęsa honorowym obywatelem Namysłowa

O godz. 17 rozpoczęło się spotkanie mieszkańców Namysłowa z Lechem Wałęsą. Sala tamtejszego ośrodka kultury była wypełniona po brzegi.

- Lech Wałęsa to legendarny przywódca ruchu „Solidarność”, znany na całym świecie, który będzie dla naszych mieszkańców inspiracją. Tutaj, w Namysłowie, ma pan wielu przyjaciół, tutaj jest jeden dla drugiego, nigdy jeden przeciwko drugiemu. Doceniamy pana zasługi na rzecz społeczności lokalnej, wolności i demokracji - podkreślał Julian Kruszyński, burmistrz Namysłowa, wręczając Lechowi Wałęsie tytuł honorowego obywatela miasta. - „Solidarność” to część polskiej tożsamości, jeden z najwspanialszych ruchów świata - dodał.

- Marzy mi się, żeby pan osiadł u nas na stałe, ale to raczej mrzonka. Ma pan przecież tyle jeszcze do zrobienia - zauważył burmistrz.

Sam Lech Wałęsa żartował, że usłyszał w Namysłowie tyle dobrych słów, że wystarczy powiedzieć tylko „Amen” - niech się tak stanie.

Szansa na wielką Polskę

- Doceniam to, że przyszliście na spotkanie. Przecież każdy z was ma swoje problemy, obowiązki - zwrócił się do zebranych, którzy tłumnie wypełnili Namysłowski Ośrodek Kultury.

- Dzisiaj wielu uważa, że nie zbudujemy wielkiej Polski, że to się nie uda. Ja wtedy odpowiadam: mnie już to mówiliście. Nikt, a rozmawiałem z prezydentami, nawet królami, nikt nie dawał szansy na obalenie komunizmu. Mówili, że tylko wojna nuklearna nas wyzwoli - wspominał.

Pierwsze pytanie, jakie padło z sali, dotyczyło integracji z Unią Europejską. - Czy mamy budować jednak mury? - dociekał pytający mężczyzna. - Wychodzimy z epoki wojen, oszustw, nie wierzymy sobie. To trochę potrwa, nim przekonamy się, że rozwój naszej cywilizacji wymaga większej wspólnoty niż nasze państewka - odpowiedział Lech Wałęsa.

Co się stało z „Solidarnością”?

Namysłowianie pytali go także o obiecane 100 milionów dla każdego obywatela. Wałęsa odparł, że to miała być pożyczka dla obywatela. - Chciałem dać wam te pieniądze, żebyście się uwłaszczyli na państwowym majątku, każdy mógł coś kupić. Przewidziałem, że połowa nie weźmie, że powiedzą, że mają gdzieś te pieniądze. Z tej połowy, co wzięłaby, połowie by się nie udało, a druga połowa uwłaszczyłaby się. W referendum mnie wyśmialiście - odpowiedział.

- Co się stało z naszą „Solidarnością”? Dlaczego nie ma porządnego lidera? Jak można wierzyć komuś, kto chce być liderem Komitetu Obrony Demokracji, a nie płaci alimentów? - dociekał jeden z zebranych.

Wałęsa przyznał, że „S” powstawała metodą prób i błędów, a w jej powstaniu pomógł pierwszy Polak papież. - Wtedy ciężarem był Związek Sowiecki i komunizm, wtedy trzeba było zaangażować cały kraj. Ojciec Święty przyśpieszył pierwsze procesy. Teraz nie możemy czekać na pomoc Bożą, bo może przyjść nawet i za tysiąc lat - powiedział.

- Musimy wykonać referendum, dla rządzących to będzie wotum nieufności. Ale to wy powinniście na to naciskać, a nie ja na was. Kiedyś zadziwiliśmy świat, teraz musimy zacząć budować nowy świat na tych ruinach, pokażmy znowu, że to potrafimy - zwrócił się na koniec spotkania do zebranych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.