Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jakub Glinowiecki: Rada młodzieży to nie jest nowy pomysł. Ale w różnych krajach działa różnie, prawda?

Magdalena Lenartowicz*, prezes stowarzyszenia „Europa Iuvenis”: Za granicą mamy różne modele rad młodzieżowych, natomiast możemy wyróżnić takie dwa charakterystyczne. Pierwszy jest bardziej zbliżony do naszego, bo radę się wybiera czy to na bazie dzielnic, szkół, czy spośród organizacji młodzieżowych. Tak oficjalnie powołana rada działa przy urzędzie na podobnych zasadach jak w Polsce.

Drugi model jest taki, że rada młodzieżowa to szerokie grono młodzieży zainteresowanej tematem związanym z młodymi w danej miejscowości tzn. nie ma stałego składu, ci młodzi, którzy przyjdą na spotkanie, wybierają coś na kształt prezydium. Nie ma modelu idealnego, to na ile rada będzie skuteczna, to m.in. wypadkowa dojrzałości całego systemu politycznego. Gdy byłam na konferencji w krajach skandynawskich, zapytałam młodych, czy oni mają faktyczny wpływ na podejmowane decyzje i jak oni to robią, że ich władze słuchają. W ogóle nie zrozumieli tego pytania. Jak doszliśmy do tego, o co ja pytam, to odpowiedzieli, że to oczywiste, że się słucha młodych, bo to są obywatele jak wszyscy inni. W krajach, gdzie podejście do problemów młodych jest bardziej dojrzałe, wyzwaniem na ogół jest to, jak zebrać tą młodzież, jak do niej dotrzeć, a nie jak sprawić, żeby postulaty młodych były brane pod uwagę – bo to jest naturalne. 

Z kolei Norwegowie przed jedną z wizyt uprzedzili mnie, że nie spotkam u nich w regionie żadnej rady rozumianej tak jak w Polsce. Młodzież skupia się tam wokół swego rodzaju klubów, centrów młodzieżowych. Każda miejscowość taki ma i nie jest on podobny do naszego MDK, który oferuje katalog zajęć, w których można wziąć udział. W norweskich centrach młodzieżowych chodzi o wolną przestrzeń do wykorzystania, wypełnienie jej treścią. Jest w nich pracownia muzyczna, studio nagrań, studio radiowe, scena. Zwykle opiekują się tym inni młodzi ludzie, np. studenci, a młodzi mogą po prostu przyjść i robić co chcą. Można to nazwać świetlicą w otwartej formie. W większych ośrodkach młodzi mają zajęcia z doradztwa zawodowego, zajęcia tematyczne i różne programy edukacyjne, a oprócz tego takie miejsca, do których można przyjść posłuchać muzyki, pograć w gry na komputerze, czy zrobić wiele innych ciekawych rzeczy. 

Z jednej strony mamy tam partycypację, czyli zaangażowanie w proces decyzyjny, a z drugiej strony po prostu aktywność młodzieży i to się naturalnie łączyło. Z jednej strony mogli przyjść bawić się, grać, a z drugiej strony byli pytani o zdanie w ważnych sprawach, które działy się w ich mieście. 

Są też bardziej radykalne rozwiązania

Na Filipinach przy wyborach do rady dzielnicy lub małej miejscowości w tym samym dniu odbywają się wybory do młodzieżowej rady. Są powszechne, ale podniesiono granicę wiekową, bo wcześniej pojawił się problem m.in. z podpisywaniem dokumentów finansowych przez osoby niepełnoletnie. Zarząd dzielnicy filipińskiego miasta liczy sobie natomiast siedem osób, w tym sześć z rady dorosłych, jedną z rady młodzieży. Dziesięć procent budżetu musi być przeznaczone na szeroko rozumiane sprawy młodzieży. Kraj, który powszechnie kojarzy się z egzotyką ma więc jedną z najbardziej promłodzieżowych polityk.

Twoim zdaniem u nas zmiany idą w dobrym czy w złym kierunku?

Aktywność młodzieży powoli się rozwija. Jakieś 15 lat temu, jak była fala popularności, to powstawały rady młodzieżowe, ale ludzie się szybko pozrażali. Teraz więcej się mówi o sprawach młodzieży, młodzież się spotyka i częściej wspólnie tworzy coś w swoich miastach. Wydaje mi się, że problem aktywności młodzieży wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze z niewielkiej świadomości związanej z brakiem dobrych i wyraźnych przykładów działalności w młodzieżowych radach miast. Po drugie z braku efektu. Ludzie się angażują, gdy mają świadomość, że mogą zdziałać. Konieczna jest świadomość, że społeczeństwo się rozwija i że istnieje realne partnerstwo w podejmowaniu decyzji.

* Tekst powstał w ramach projektu „Miasto Młodych” stworzonego w partnerstwie z Urzędem Miasta w Opolu. Jego celem jest oddanie głosu młodym Opolanom, uczniom opolskich szkół średnich. Wspólnie pracujemy nad stworzeniem miejskiej gazety i serwisu internetowego poświęconych temu, czego młodzi oczekują od Opola, jak je widzą, co o nim myślą, co jest dla nich interesujące, drażniące, niepokojące, ważne.
Zachęcamy do dyskusji o mieście dla młodych i o młodych w mieście. Czekamy na opinie: listy@opole.agora.pl
Chętnych zapraszamy też do włączenia się do projektu ( listy@opole.agora.pl).

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.