Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

I Marsz Równości okazał się kolorowym, wesołym i muzycznym świętem tolerancji. Wzięło w nim udział - według szacunków policji - ok. pół tysiąca osób. I chociaż spotkał się on z protestami Młodzieży Wszechpolskiej, ONR i prawicowych polityków, a był zabezpieczany przez dziesiątki policjantów, bardziej przypominał skrzyżowanie pochodu pierwszomajowego z karnawałem niż coś, co miało zwiastować koniec świata. Piękna pogoda, tęczowe flagi i dowcipne transparenty towarzyszyły jednak bardzo istotnym postulatom.

– W Opolu mieszkam od ponad 10 lat i widzę, jak to miasto się zmienia. Powstaje coraz więcej ścieżek rowerowych, rodzą się wspaniałe inicjatywy obywatelskie, mieszkanki i mieszkańcy solidaryzują się na protestach. To jest niezwykle pokrzepiające - mówiła Iwona Gałązka, psycholożka, edukatorka i jedna z założycielek Tęczowego Opola. Dodała jednak, że dotąd brakowało przestrzeni, w której osoby LGBTQiA mogłyby wspólnie działać i się angażować. - Zawsze powtarzam, że to różnorodność jest naszą siłą. Nie jesteśmy wykrojeni od linijki, różnimy się, ale głos każdego i każdej z nas jest cenny. Warto jednak pamiętać, że te głosy nie mogą dyskryminować, ani wykluczać. Podobnie jest z władzami miasta, tam również musi być otwartość, ale co ważniejsze, również dbałość o wszystkie grupy, które tworzą naszą lokalną społeczność - mówiła. I zaraz przeszła do przykładów.

I Marsz Równości w Opolu. Dostało się Arkadiuszowi Wiśniewskiemu

Przykładów nie brakowało. – Taki radny Marek Kawa z PiS lajkuje na FB posty Młodzieży Wszechpolskiej, która jawnie nawołuje do nienawiści i twierdzi, że przez miasto nie przejdziemy - mówiła Gałązka. - Innym przykładem jest prezydent Arkadiusz Wiśniewski, który uśmiechając się, maszeruje przez Opole z Młodzieżą Wszechpolską, co jest jawnym przyzwoleniem na dyskryminację w Opolu. Ale my się na to nie zgadzamy. Nie oddamy naszej przestrzeni ani pogróżkom, ani hejtom - mówiła. – O swoje prawa trzeba walczyć zawsze, bo nie są dane raz na zawsze, trzeba być uważnym na to, co dzieje się w kraju, w naszym mieście i angażować się w kreowanie własnej rzeczywistości - dodała i zaapelowała o podpisanie przez prezydenta Opolskiej Karty Różnorodności oraz żeby wzorem Gdańska w Opolu władze stworzyły samorządowy program przeciwdziałający dyskryminacji. - Walka ma sens, organizowałam protesty kobiet i wiem, że to prawda. Nie odpuszczę, dopóki osoby LGBTQiA nie będą miały równych praw - skwitowała i dostała potężne owacje.

I Marsz Równości dla wszystkich opolan

Sanda Mazur, kolejna z organizatorek I Marszu Równości w Opolu zaapelowała o to, by pamiętać, że to miasto jest domem różnych osób. - Ten dzień zapamiętamy wszyscy i wszystkie. Tworzymy historię i możemy być dumni i dumne. Jesteśmy tutaj, bo Opole to dom nas wszystkich: Polek i Polaków, Niemek i Niemców, Ślązaczek i Ślązaków, hetero i niehetero, wierzących i niewierzących, osób z niepełnosprawnością i osób pełnosprawnych. Żyjemy tu wszyscy razem, powinniśmy się szanować i dbać o siebie nawzajem. Słyszymy głosy sprzeciwu, że oczekujemy przywilejów. Że niepotrzebnie się afiszujemy. Nie chcemy żadnych przywilejów, a już na pewno nie mamy potrzeby się afiszować, wręcz przeciwnie, oczekujemy równości. Mamy dosyć coming outów i tłumaczenia się ze swojego życia prywatnego. To, czy kochamy dziewczynę, chłopaka czy osobę niebinarną, powinno być tak samo ważne jak to czy pijemy kawę z cukrem czy bez cukru. Protestujemy, bo nie godzimy się na dyskryminację ani traktowanie nas jak drugi sort. Pracujemy tu, płacimy podatki, angażujemy się społecznie, a w świetle prawa jesteśmy niewidzialne i niewidzialni - mówiła.

Marsz Równości w Opolu będzie tradycją?

Koordynator marszu Grzegorz Burghardt zdobył się natomiast na osobiste wspomnienia. - Jeszcze dwa lata temu bym nie uwierzył w Marsz Równości w Opolu, ani w to, że będę jednym z jego organizatorów. Wychowywałem się w małej miejscowości pod Opolem, kiedy w Warszawie miała miejsce pierwsza parada równości, miałem 14 lat. Pamiętam, jaki lęk odczuwałem, kiedy miałem powiedzieć moim bliskim, kim jestem. Jak bardzo bałem się, że ich stracę. Pamiętam te myśli, że jestem dewiantem - tak wmawiało mi otoczenie. Pamiętam, że nie chciałem żyć. Gdyby wtedy była rzetelna edukacja seksualna, gdyby było więcej wydarzeń jak to nasze, dziś, nie musiałbym przez to wszystko przechodzić. Mam ogromne szczęście, że mogę być tutaj z wami i przeraża mnie myśl, że wielu tego szczęścia nie doświadczyło. Mam nadzieję, że to wydarzenie stanie się w Opolu tradycją - mówił.

I Marsz Równości w Opolu. Incydentów nie było

W I Marszu Równości w Opolu wzięły udział tłumy opolan i gości z całego kraju. Zagłuszyć próbowali go narodowcy, ale ich przyśpiewki rzadko przebijały się przez muzykę na placu Daszyńskiego. W sumie uczestnicy marszu przeszli przez sporą część miasta bez najmniejszych przeszkód, a niemal na każdym skrzyżowaniu oprócz pilnujących ich policjantów spotykali nie przeciwników, a mieszkańców Opola, którzy chcieli sobie zrobić zdjęcie z kolorowym tłumem.

Opolski marsz był siódmym tego typu wydarzeniem w Polsce, zapowiedzianych jest sześć kolejnych.

Narodowcy protestowali, ale przyszli też robić zdjęcia uczestnikom marszuNarodowcy protestowali, ale przyszli też robić zdjęcia uczestnikom marszu PATRYCJA WANOT

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.