Młodzi ludzie mają dziś zupełnie inne wymagania, nieustannie poszukują swojego - jak najlepszego - miejsca na rynku pracy i nie wrócą już czasy, gdy od początku zawodowej kariery aż do emerytury można było pracować na tym samym stanowisku - uważa dr hab. prof. PO Brygida Solga.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mariusz Lodziński: Czy możemy mówić o tym, że rynek pracy na Opolszczyźnie ma swoją specyfikę?

Dr hab. prof. PO Brygida Solga, kierownik Katedry Polityki Regionalnej na Wydziale Ekonomii i Zarządzania Politechniki Opolskiej: Od kilku lat obserwujemy nowe procesy, które w istotny sposób zmieniają rynek pracy, w różnym stopniu są korzystne bądź niekorzystne, i to zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Jednym z takich aspektów z pewnością jest malejąca stopa bezrobocia. Kilka lat temu przekroczyliśmy magiczną dwucyfrową stopę bezrobocia i właściwie cały czas obserwujemy trend związany z tym, że bezrobocie w regionie jest coraz mniejsze. W województwie opolskim wynosi dziś nieco ponad 6 proc., ale mamy też lokalne rynki pracy, jak chociażby w Opolu, gdzie stopa bezrobocia nieco przekracza 3 proc. W Oleśnie, Krapkowicach czy Strzelcach Opolskich bezrobocie wynosi około 4–5 proc.

Mówiąc o Opolszczyźnie, musimy jednak zwrócić uwagę na powiaty południowe: głubczycki czy prudnicki, gdzie stopa bezrobocia wciąż przekracza 9 proc., mamy więc do czynienia z dużym zróżnicowaniem, a to nie wpływa korzystnie na rozwój całego regionu, choć generalnie sytuacja pod względem bezrobocia się poprawia.

To oznacza deficyt pracowników, co wcale nie musi być korzystne.

To przede wszystkim bolączka dla przedsiębiorców, i to nie tylko opolskich. Niemal 60 proc. firm sygnalizuje brak pracowników, wśród dużych przedsiębiorstw to ponad 63 proc. Na Opolszczyźnie przeprowadziliśmy badania, w których uczestniczyło ponad 500 przedsiębiorców, niemal 60 proc. z nich przyznawało, że ma duże problemy w pozyskiwaniu pracowników.

Jakich pracowników poszukują?

– Przede wszystkim robotników przemysłowych i pracowników do tzw. prac prostych, a także rzemieślników i sprzedawców. Ale jest też duży deficyt wśród specjalistów. Ten problem w sposób szczególny dotyka branży medycznej, brakuje lekarzy, pielęgniarek czy położnych, z drugiej strony brakuje też kierowców czy spawaczy. Przedsiębiorcy podkreślają, że ogromny problem mają ze znalezieniem pracowników posiadających odpowiednie doświadczenie i kompetencje, także te miękkie, czyli kreatywnych, elastycznych, zdyscyplinowanych, potrafiących pracować w zespołach projektowych.

Na te kłopoty nakładają się problemy emigracyjne, pod tym względem Opolszczyzna jest wyjątkowym regionem, została w dość istotnym stopniu wydrenowana z pracowników o konkretnych specjalnościach. Do tego dochodzą problemy demograficzne, dynamika starzenia się zasobów pracy czy spadku populacji jest w regionie większa aniżeli średnio w kraju, a sytuacja będzie się nadal pogarszać.

Ratunkiem dla opolskich firm są obcokrajowcy?

– Dane mówią, że w 2018 roku przedsiębiorcy do wszystkich powiatowych urzędów pracy złożyli około 60 tys. oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi, w zdecydowanej większości chodziło oczywiście o pracowników zza wschodniej granicy. Z badań prowadzonych przez Uniwersytet Warszawski wynika, że Opolszczyzna należy do liderów, jeżeli chodzi o udział firm zatrudniających obcokrajowców, a także udział obcokrajowców wśród zatrudnionych pracowników. W obu przypadkach ten udział wynosi około 10 proc. i pod tym względem jesteśmy na trzecim miejscu za województwem mazowieckim i warmińsko-mazurskim.

Czy tezę, że na Opolszczyźnie jest łatwo o pracę, możemy uznać za prawdziwą?

– Na pewno pod tym względem sytuacja znacznie się poprawiła, jednak pozostaje kwestia, o jakiej pracy mówimy. Czy jest to praca, która w sensie jakościowym, poziomu wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju odpowiada osobom pracy poszukującym? Średnie wynagrodzenie systematycznie rośnie, w ostatnim roku o około 6 proc., co rzecz jasna jest korzystne dla pracowników. Jednak deficyt pracowników i presja płacowa dla pracodawców to z pewnością niekorzystny aspekt, ponieważ zwiększa ich koszty.

Ważne jest także, by pracownicy nadążali za zmianami na rynku pracy.

– Swoim studentom zawsze powtarzam, że nie wystarczy zakończenie edukacji na określonej szkole, współczesny rynek jest na tyle wymagający, że musimy praktycznie uczyć się przez całe życie. Poszerzanie kwalifikacji i kompetencji zawodowych zwiększa znacznie bezpieczeństwo pracowników na rynku pracy, a dla przedsiębiorców to plus polegający na tym, że ma wyedukowanego i wielozadaniowego pracownika.

Osobom starszym trudniej jest teraz odnaleźć się na rynku pracy?

– Do niedawna tak było, teraz obserwujemy trend, w którym przedsiębiorstwa coraz chętniej czynią starania o uaktywnienie osób starszych na rynku pracy. Ale rzeczywiście udział osób powyżej 50. roku życia w tzw. kształceniu ustawicznym nie przekracza w Polsce jednego procentu, w Unii Europejskiej to powyżej pięciu procent. Biorąc pod uwagę problemy Opolszczyzny w kwestii procesów demograficznych, naszym wielkim wyzwaniem jest zaktywizowanie osób starszych.

Z oczywistych powodów osoby starsze nie mogą się cały czas, np. w procesie produkcyjnym, zajmować tym, czym zajmowały się wcześniej, ale można wykorzystać ich doświadczenie, wprowadzić pewnego rodzaju mentoring starszych pracowników w stosunku do młodych pracowników. Przedsiębiorstwa powinny się dostosować do tego, że będą musiały w coraz większym stopniu korzystać ze starszej wiekiem grupy pracowniczej. W perspektywie do ponad 30 proc. wzrośnie udział osób starszych w strukturze regionalnej populacji.

Tym bardziej że coraz głośniej się mówi o wyjeździe obcokrajowców na zachód Europy.

– Są szacunki, które mówią o tym, że z powodu zmiany polityki Niemiec i większego otwarcia ich rynku pracy na obcokrajowców z Polski może wyjechać nawet ponad 400 tys. obywateli Ukrainy. To rzeczywiście może być spore zagrożenie także dla opolskich firm. Pytanie, na ile te szacunki się sprawdzą, bowiem dla pracowników ze wschodniej Europy barierą może być brak wymaganej znajomości języka niemieckiego, pytanie też, jakich fachowców będą poszukiwały niemieckie firmy. Ale na pewno powinniśmy podejmować działania zmierzające do większej integracji obcokrajowców z regionem, bo z punktu widzenia rynku pracy i gospodarki są nam potrzebni.

Wiele opolskich przedsiębiorstw sygnalizuje, że barierą, która hamuje ich rozwój, jest właśnie brak pracowników, a w perspektywie mamy też spowolnienie gospodarcze. Te dwie kwestie mogą okazać się niebawem niebezpieczne dla opolskiej gospodarki.

Wrócimy do momentu, w którym bezrobocie ponownie będzie rosnąć?

– To rzecz naturalna podczas kryzysu gospodarczego. Na razie takiej sytuacji nie mamy i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższej perspektywie miało to ulec zmianie. Z pewnością natomiast należy się spodziewać, że będziemy mieli do czynienia z ogromną rotacją na rynku pracy. Młodzi ludzie mają dziś zupełnie inne wymagania, nieustannie poszukują swojego – jak najlepszego – miejsca na rynku pracy i nie wrócą już czasy, gdy od początku zawodowej kariery aż do emerytury można było pracować na tym samym stanowisku. W Holandii w jednym miejscu średnio pracuje się nie dłużej niż siedem lat, być może w Polsce ta rotacja nie będzie aż tak wielka, ale z pewnością nasz rynek pracy także staje się coraz bardziej elastyczny. To wymusza postęp technologiczny. Ostatecznie jednak ta elastyczność w połączeniu z bezpieczeństwem na rynku pracy są korzystne i dla pracowników, i dla pracodawców.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem