Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szacuje się, że ok. 94 proc. salonów kosmetycznych w całej Polsce jest zamkniętych. – Moje koleżanki kosmetyczki z całego kraju konsultowały się w tej sprawie z sanepidem. Słyszały, że oficjalnie zakazu pracy nie ma, ale mamy utrzymać odstęp od klienta na 1,5 m. Paznokcie mam robić na wysięgniku? – pyta Dominika Maruszczak, właścicielka salonu kosmetycznego w Opolu.

Dominika MarszczukDominika Marszczuk Archiwum Prywatne

– Miesięcznie mam ok. 4 tys. zł samych opłat, w marcu zarobiłam niespełna 1,5 tys. zł. Wychodzę z założenia, że zdrowie moje, moich bliskich – mam starszych rodziców – jest najważniejsze, a na piękne brwi czy paznokcie jeszcze przyjdzie czas – mówi. – W naszej branży głośno było o tym, jak w jednym salonie klientka dopiero po wykonanej usłudze przyznała się, że sprawuje opiekę nad osobami w kwarantannie. A ile tego w ogóle nie mówi? – zastanawia się. – Prowadzę działalność od trzech lat, mam bazę stałych klientek, które poparły moją decyzję, mówią, że będą czekać. Część proponowała, że przeleje pieniądze z góry za kolejną wizytę – opowiada.

Fryzjer musi się odbudować, żeby być klientem

W gastronomii sytuacja też nie jest wesoła. – Pracowaliśmy do samego końca, do wejścia w życie zarządzenia o zamknięciu lokali. Teraz nie mamy pracy, nie mamy dochodu i żyjemy w długach codziennych wydatków – czynszu i pozostałych opłat. Śledzę informacje dotyczące zapowiadanej przez rząd „tarczy antykryzysowej”. Słyszę o odroczeniu lub umorzeniu opłat ZUS. Odroczenie nie jest według mnie pomocą, ponieważ ten ZUS i tak będę musiał później zapłacić pod postacią niebotycznych kwot. Słyszę też o pożyczce czy kredycie na 5 tys. zł, ale jeśli ktoś mi pomaga, mówiąc, że mogę sobie wziąć kredyt, to raczej nie jestem zachwycony. Płacę 590 zł miesięcznego małego ZUS-u, natomiast stałych kosztów mam ok. 7–8 tys. zł. To jest duża kwota, a lokal jest zamknięty, ja nie pracuję i sytuacja jest niewesoła – opowiada Maciej Pistor, który prowadzi lokal Cascara na opolskim rynku.

fot. Piotr Zapotoczny

– Fryzjer, sklepikarz, kosmetyczka, artysta – wszyscy tracą w czasie epidemii, a to są przecież moi potencjalni klienci. Zanim ludzie odbudują swoje budżety i będą mogli sobie pozwolić na wyjście na kawę, może minąć sporo czasu. Dlatego podejrzewam, że będzie bardzo ciężko – dodaje.

Jak zarobić online?

Jolanta zarabiała na zajęciach fitness. Jeździła do małych miejscowości w województwie, organizowała zajęcia grupowe. Uczestniczki za godzinę płaciły kilkanaście złotych. Bywało, że na zajęcia przychodziło nawet 40 pań, jeżeli sale na to pozwalały. Te wynajmowała w wiejskich świetlicach, remizach czy szkołach. Przy dobrym układzie za godzinę zajęć po opłaceniu sali zarabiała 200–300 zł. Ile to było w miesiącu, nie chce zdradzać, ale spokojnie się utrzymywała. – Gdy w połowie marca już głośno było o koronawirusie, miałam nadzieję, że jakoś to będzie. Zakazem organizowania imprez powyżej 50 osób nie musiałam się przejmować, bo tyle uczestniczek na zajęciach nie miałam nigdy. Na ćwiczenia przychodziło mniej dziewczyn, ale o wizji głodu nie musiałam myśleć. Całkowity zakaz zgromadzeń pozostawił mnie praktycznie bez możliwości zarabiania pieniędzy – opowiada.

Postanowiła prowadzić ćwiczenia online. Miała kontakt z wieloma uczestniczkami zajęć, wysyłała SMS-y, że utworzy specjalną grupę na Facebooku, będzie prowadzić godzinne zajęcia online. Oczywiście za niższą stawkę. – Zainteresowanie jest, ale oczywiście nie takie jak podczas ćwiczeń organizowanych na żywo. Mam oszczędności, kilka tygodni jestem w stanie się tak utrzymać – przekonuje.

Nowy czas, nowe miejsce

Paweł Tomalik i Paweł Kujawa, trenerzy brazylijskiego ju-jitsu z klubu Next Level Opole, zawiesili klub.

fot. materiały prasowe

– W obecnej sytuacji epidemicznej martwienie się o swoje zdrowie to za mało. Jesteśmy też odpowiedzialni za nasze rodziny, znajomych i każdą osobę, z którą mamy kontakt – podkreśla Tomalik. – Mamy dużo deklaracji wsparcia ze strony zawodników, każdy chciałby, żeby klub przetrwał ciężkie chwile, ale oczywiste jest, że nie jest to priorytet. Najważniejsze jest utrzymanie zdrowia, życia oraz przetrwanie złej sytuacji ekonomicznej, z którą zetknie się każdy z nas – wyjaśnia.

Jeśli klubowi nie uda się wynegocjować zawieszenia czynszu, trenerzy wypowiedzą umowę i będą szukać nowej sali.

fot. materiały prasowe

– Dzięki temu jest szansa, że po zakończeniu pandemii przeniesiemy się do większej i lepszej lokalizacji – podkreśla trener Kujawa, drugi współzałożyciel klubu.

Chcesz opowiedzieć, jak twoją firmę dotknął koronawirus? A może jesteś przedsiębiorcą, który w tym czasie pomaga innym? Pisz na listy@opole.agora.pl.

Akcja „Gazety Wyborczej” i Booksy.com

SOLIDARNI 2020. PRZEŚLIJ TROCHĘ WSPARCIA

Pandemia koronawirusa zagraża przedsiębiorcom, których działalność polega na bezpośrednich kontaktach z klientami. Zamkniętych zostało ok. 90 proc. salonów fryzjerskich i kosmetycznych.

Obsługująca je platforma rezerwacyjna Booksy ruszyła z inicjatywą „Prześlij trochę wsparcia”. „Gazeta Wyborcza” i „Wysokie Obcasy” przyłączają się do niej z kampanią „Solidarni 2020”.

Wejdź do aplikacji Booksy i wpłać 20, 50 lub 100 zł jako wsparcie dla wybranego fryzjera, kosmetyczki, barbera czy fizjoterapeuty. W podziękowaniu za okazaną pomoc otrzymasz kod na bezpłatną prenumeratę Wyborcza.pl i Wysokieobcasy.pl.

Bądźmy solidarni i razem przetrwajmy ten trudny czas.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.