Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mariusz Lodziński: Miejska Biblioteka Publiczna wygrała w plebiscycie na największe osiągnięcie Opola w 30-letniej historii samorządności. Jest pan zaskoczony?

Arkadiusz Wiśniewski, prezydent Opola: Kocham czytać, więc bardzo się cieszę z wyboru biblioteki, choć akurat ona to coś znacznie więcej niż tylko wypożyczalnia książek. Tam aż kipi od kulturalnych wydarzeń i spotkań. W samym sercu miasta rozkwita życie intelektualne i obywatelskie. Nie dziwi mnie zatem, że spośród listy 12 fantastycznych propozycji, pośród których są tak zacne jak utworzenie uniwersytetu, politechniki czy Muzeum Polskiej Piosenki, wygrała właśnie biblioteka. Jej sukces to też znak czasu. Walka o sprawy fundamentalne, jak obrona województwa czy stabilny rynek pracy, są już za nami. Dzisiaj naszą uwagę zaprząta samodoskonalenie, poznawanie świata, aktywność obywatelska czy spotkania z ciekawymi osobami, a to wszystko akurat znajdziemy w bibliotece. To znaczy, że opolanie są szczęśliwi.

Powiększenie Opola znalazło się na szóstym miejscu. To jeszcze nie czas, by mieszkańcy odczuli znaczenie istotnego dla miasta poszerzenia granic?

– Nie, to kolejny dowód na sukces tego projektu. Przypomnijmy sobie narrację, jaką przeciwnicy próbowali narzucić powiększeniu Opola. To był jeden wielki hejt. Wszystko, co wtedy robiliśmy, malkontenci oceniali źle. Z ówczesnych strachów nic nie zostało, a zyski już są widoczne. Powiększone Opole dynamicznie się rozwija, wygrywamy ogólnopolskie plebiscyty, a perspektywy na kolejne lata są jeszcze lepsze. Wierzę, że nie popsuje tego nawet ten zły wirus. Powiększenie Opola ma strategicznie podobną moc jak powołanie uniwersytetu i obrona granic województwa. A na końcu i tak wygrywa biblioteka.

Czwarte miejsce zajęła rewitalizacja wyspy Bolko i terenów nad Odrą. W plebiscycie doceniono też otwarcie Muzeum Polskiej Piosenki, remont amfiteatru i rewitalizację centrum miasta. Opolanie lubią takie inwestycje.

– I to bardzo. W rozmowach ze mną czy przy kolejnych edycjach budżetu obywatelskiego takich propozycji jest najwięcej. Poza tym w Stolicy Polskiej Piosenki amfiteatr czy Muzeum Piosenki muszą być na top liście. A rewitalizacja ul. Krakowskiej oraz całego centrum musi zwracać uwagę, bo historyczna zabudowa Opola odzyskała blask, na który zasługuje miasto z ponad 800-letnią tradycją. Inwestycje drogowe, które kiedyś mocno pobudzały naszą wyobraźnię, już nie są tak sexy. Pewnie dlatego, że przyzwyczailiśmy mieszkańców, że jest ich coraz więcej i są robione z coraz większym rozmachem.

Opole wykorzystało swoją szansę, jaką dał czas samorządności?

– Samorząd to jeden z największych sukcesów wolnej Polski. Potwierdzają to propozycje z redakcyjnej listy. To wszystko efekt albo oddolnej inicjatywy, albo bezpośrednio działań samorządu Opola. Nie wchodziliśmy w czas wolności jako miasto uniwersyteckie, nie byliśmy nawet pewni przyszłości województwa. Ba, ona była wręcz zagrożona! Wszystko udało się obronić czy stworzyć dzięki determinacji mieszkańców, ponieważ wiele działań i inicjatyw było realizowanych pod ich presją. Od 1990 r. Opole bardzo się zmieniło. Widać to gołym okiem, mówią o tym wszyscy, którzy nas odwiedzają. Są w tej grupie największe polskie gwiazdy, które jako Stolica Polskiej Piosenki możemy liczyć dosłownie w setkach.

Pan w samorządzie przepracował ponad połowę tego czasu…

– Całkiem niedawno właśnie to sobie przypominałem. Rozmawialiśmy o tym, że jako radny do ratusza przyszedłem w 2002 r. Ani się człowiek nie obejrzał, a minęły prawie dwie dekady.

Widzi pan w tej 30-letniej historii coś, co zahamowało rozwój Opola? Dzięki czemu moglibyśmy być znacznie dalej, niż dzisiaj jesteśmy?

– Wielkim kryzysem była afera korupcyjna pod koniec ubiegłego wieku. Źle wpłynęła na wizerunek miasta i samopoczucie mieszkańców. Historia tym smutniejsza, że swoje źródło miała właśnie w samorządzie. Uzmysławia nam też jednak, jak wiele dobrego samorząd może zrobić, jeżeli takich praktyk unika. Traktujmy to więc jako wypadek przy pracy, który wszystkich nas skierował na odpowiednie tory. Dla mnie to sprawa o tyle osobista, że właśnie w 2002 r. zostałem radnym w grupie, która odsunęła od władzy skompromitowaną ekipę.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.